A. Cole & C. Bunch        Sten

    . 33 .    

    - Błagam o wybaczenie, sir - powiedział Doradca - ale pan nie wie, jak jest teraz tam, na zewnątrz. Kłamstwa. Plotki. Każdy Mig gotów podciąć panu gardło.

    - Nonsens - stwierdził Baron. - To stan normalny dla Migów.

    Doradca siedział w ogrodzie Thoresena, czekając ze strachem na to, co się stanie. Ale nie spodziewał się takiego podejścia do sprawy. Tego, że będzie siedział sobie trzymając drinka w dłoni rozmawiając z Baronem. To nie zdarzało się nigdy, jeśli Thoresen wzywał pracownika do siebie. Zwłaszcza, gdy Doradca miał taką a nie inną opinię.

    - Poprosiłem cię tutaj - powiedział Thoresen - z powodu twojej powszechnie znanej szczerości.

    Doradca odetchnął. I rozpromienił się.

    - I oczekuję - ciągnął dalej Thoresen - oczywiście, och, rzekomych... niedyskrecji z twojej strony.

    Twarz Doradcy zachmurzyła się. Thoresen wcale go nie chciał uhonorować, to wszystko było ukartowane.

    - Dotarły do mnie pewne skargi na ciebie. Podobno nieco zbyt głęboko sięgasz w kredyty Migów.

    - Ja nigdy... - zaczął Doradca.

    Thoresen podniósł dłoń, uciszając go.

    - Ależ tego właśnie od ciebie oczekujemy - powiedział. W taki właśnie sposób zawsze postępowano. Doradcy mają trochę więcej za swoje lojalne wysiłki, bez wydatków ze strony Kompanii, a kontrakty ulegają przedłużeniu bez kosztownej roboty księgowych.

    Doradca odprężył się nieco. Opis Barona był dokładny. Nieformalny system, który sprawdzał się przez wieki.

    - Moim problemem - powiedział Doradca - są plotki. Przysięgam panu na swoje życie, że nigdy nie wziąłem tyle, o ile mnie oskarżają.

    I znowu Thoresen uciszył go gestem.

    - Oczywiście, że nie. Jesteś jednym z moich najbardziej godnych zaufania, no, może raczej.., dyskretnych pracowników.

    - A więc dlaczego?

    - Dlaczego cię wezwałem?

    - Tak jest, sir.

    Thoresen podniósł się i zaczął przechadzać.

    - Tak naprawdę to wzywam kolejno wszystkich moich wyższych urzędników. Migowie znowu burzą się i narzekają. To samo zdarzyło się za czasów mojego dziadka. I mojego ojca. Tym się nie martwię. Przejmuję się tylko nadmiernymi reakcjami moich własnych ludzi.

    Doradca pomyślał o paskudnych spojrzeniach, jakie zaobserwował ostatnio. To było coś więcej niż tylko narzekanie. Zawahał się, czy nie wyjawić tego Thoresenowi. Ale potem zdecydował, że lepiej siedzieć cicho.

    - Tak jak już powiedziałem - kontynuował Thoresen - to po prostu cykliczne zjawisko. Zwyczajny cykl. Ale trzeba sobie z nim radzić delikatnie.

    - Tak jest, sir.

    - Po pierwsze, należy pamiętać - mówił dalej Thoresen aby ich zbytnio nie przyciskać. Należy im pozwolić na upuszczenie części pary. Ignorować to, co mówią. I znaleźć przywódców. Zajmiemy się nimi, gdy wszystko ucichnie. - Popatrzył na Doradcę. - Czy zostałem zrozumiany?

    - Tak jest, sir.

    - To dobrze. Mam zamiar osobiście sprawować nad tym nadzór.

    - Tak jest, sir.

    - Chcę, aby informacje o wszystkich incydentach, nie ma znaczenia, jak małych, trafiały w moje ręce.

    - Tak jest, sir.

    - Żadna akcja, nie ma znaczenia jak mała, nie może zostać podjęta bez mojego zezwolenia.

    - Tak jest, sir.

    - A więc, wszystko już ustalone. A teraz, czy jest jeszcze coś, o czym powinienem wiedzieć?

    Doradca zawahał się, a potem powiedział:

    - No, tak. Te audycje w radiu dla Migów. Czy nie były nieco przesadzone?

    - To doskonały przykład tego, o czym właśnie mówiłem. Nadmierna reakcja. Ludzie odpowiedzialni za to, co prawda, wypierali się podawania tych informacji, ale fakty pozostają faktami.

    - Jeśli mogę zapytać, to co pan zrobił?

    Thoresen uśmiechnął się.

    - Zwolniłem ich. I nakazałem, aby wszystkie audycje przechodziły przez moje ręce.

    Chwilę trwała niezręczna cisza, dopóki Doradca nie zorientował się, że to już koniec. Wstał, prawie zgiął się wpół.

    - Dziękuję za poświęcenie mi pańskiego cennego czasu, sir.

    - Po to właśnie tu jestem - stwierdził uspokajająco Baron. - Aby słuchać moich ludzi.

    Patrzył za wychodzącym Doradcą. Mierzył go wzrokiem. Paskudny człowiek, pomyślał, ale cenny. Jeśli sprawy pójdą gorzej, zawsze można rzucić go Migom. Nie. Niekoniecznie. No i jeszcze nie teraz. Po prostu nadmiernie rozdmuchano banalne incydenty. Nic się nie dzieje.

następny